Dyskutując o czarnym ugorze i o murawie w sadzie mówiliśmy wiele razy o sprawie wody. Ważny to problem w rejonach, gdzie opady atmosferyczne są niewystarczające. Od przynajmniej 6000 lnt w rejonach suchych stosuje człowiek sztuczne nawodnienie, korzystając z różnych źródeł wody, z rzek i strumieni, z jezior, ze studzien. Kultura i cywilizacja naszego świata rozwinęła się w suchym klimacie Małej Azji i północnej Afryki, potem zaś w południowej Europie, gdzie nawodnienie pól i plantacji odgrywało dużą rolę. Obecnie w wielu krajach rozwój sadownictwa jest całkowicie uzależniony od sztucznego nawodnienia. Nawet we Francji, gdzie opady są wyższe niż u nas, aż 43% sadów posiada urządzenia do nawadniania.
Najprostszym i najdawniejszym sposobem nawadniania jest nawadnianie zalewowe lub bruzdowe. Można je stosować w rejonach, Udzie gleby są ciężkie, nieprzepuszczalne. Gdyby na naszych glebach piaszczystych puścić wodę bruzdami po sadzie, wsiąkłaby w piasek po przepłynięciu zaledwie kilkudziesięciu metrów.
Najbardziej nowoczesnym sposobem nawadniania jest deszczowanie, rozpryskiwanie wody przez zraszacze, do których się ją doprowadza rurami pod ciśnieniem.
W Polsce zabieg ten dopiero zaczynamy stosować. Nie próbując nawadniania bruzdowego, staramy się przeskoczyć od razu do następnego, najbardziej nowoczesnego etapu, jakim jest stosowanie deszczowni. | |
|