Już przed ostatnią wojną w światowym sadownictwie zaczęło się kształtować przekonanie, że drzewo wysokopienne nie da się pogodzić z nowoczesną gospodarką. Przekonanie to zaczęło kiełkować i u nas. W 1930 Bronisław Gałczyński napisał świetną książkę Sadownictwo dochodowe. Mimo prozaicznego tytułu czyta się ją jak powieść. Jest polemiczna, cięta, dowcipna. To namiętny manifest, wzywający do boju o nowoczesne sadownictwo, przeciwko drzewom wysokopiennym, będącym symbolem sadowniczego zacofania. Przeciwko drzewom wysokopiennym w naszych sadach występował w tych czasach także i najlepszy polski szkółkarz - Jan Śląski.
Jednakże nawet wśród naukowców i działaczy sadownictwa przed wojną przeważali w Polsce zwolennicy drzew wysokopiennych. W sadach naszych panowały niepodzielnie formy wysokopienne. Dwa były główne tego powody. Po pierwsze - drzewa
wysokopienne pozwalały na nieszczęsną chłopską dwupiętrową gospodarkę w sadzie. Po drugie - drzewa wysokopienne można było łatwiej niż niskopienne chronić przed zającami, okręcając pnie słomą. Szafy | przemiał | tanie laptopy
|